14 czerwca podczas Pikniku Rodzinnego w Łukawcu odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród laureatom I Gminnego Konkursu Ortograficznego „O Pióro Wójta Gminy Trzebownisko”. Wydarzenie było zwieńczeniem pierwszej edycji konkursu, który został zorganizowany przez Szkołę Podstawową z Oddziałami Dwujęzycznymi im. bpa Wojciecha Tomaki w Trzebownisku we współpracy z Centrum Oświaty Gminy Trzebownisko.

Konkurs odbył się 21 kwietnia 2026 roku w Szkole Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi im. bpa Wojciecha Tomaki w Trzebownisku i zgromadził mieszkańców gminy w różnym wieku – od uczniów szkół podstawowych po osoby dorosłe. Jego głównym celem było popularyzowanie zasad poprawnej pisowni języka polskiego, w szczególności zmian w ortografii obowiązujących od 1 stycznia 2026 roku, rozwijanie zainteresowań językiem ojczystym, doskonalenie umiejętności pisania ze słuchu oraz integracja lokalnej społeczności poprzez wspólne działania edukacyjne.

Pierwsza edycja konkursu spotkała się z dużym zainteresowaniem mieszkańców. Łącznie do rywalizacji przystąpiły 42 osoby, w tym 15 uczniów klas V–VI, 12 uczniów klas VII–VIII, 4 absolwentów oraz 11 osób dorosłych. Uczestnicy zmierzyli się z dyktandami przygotowanymi specjalnie dla poszczególnych kategorii wiekowych.

Na szczególne uznanie zasługują również autorzy tekstów konkursowych, którzy przygotowali dyktanda dostosowane do wieku i umiejętności uczestników. Autorką dyktanda dla uczniów klas V–VI była Danuta Wit, natomiast teksty dla uczniów klas VII–VIII oraz osób dorosłych przygotowała Natalia Witek. Opracowane przez nie dyktanda wyróżniały się wysokim poziomem językowym, bogactwem słownictwa, humorem oraz licznymi odniesieniami do miejscowości i codziennego życia mieszkańców Gminy Trzebownisko.

Teksty konkursowe nie tylko sprawdzały znajomość zasad ortografii, ale także promowały lokalną tożsamość. Najmłodsi uczestnicy poznali historię trzynastoletniego Krzysia z Trzebowniska, który pomagał dziadkowi w przewożeniu owoców do sklepu. W dyktandzie nie zabrakło odniesień do przyrody, rodzinnych wartości i atrakcji regionu. Bohaterowie zastanawiali się, jak pomagać zwierzętom, a dziadek przypominał, że „podczas sadzenia roślin należy zachować szczególną ostrożność, aby nie uszkodzić korzeni, a sadzonki trzeba podlewać regularnie, nie za dużo i nie za mało”. Dzieci z niecierpliwością oczekiwały również wyjazdu do Podkarpackiego Centrum Nauki „Łukasiewicz”, gdzie czekały na nich „supernowoczesne wystawy, miniroboty oraz planetarium, w którym mogli podziwiać Kometę Halleya”.

Jeszcze większym wyzwaniem okazało się dyktando dla uczniów klas VII–VIII. Jego bohaterem był Grzegorz, który przemierzając Trzebownisko mijał „modele starych Fordów i supernowoczesnych Tesli, stojących w korkach przed nowo zainstalowaną sygnalizacją świetlną”, a także „grupę rozentuzjazmowanych Jasiołczan, wracających z quasikonferencji naukowej zorganizowanej przez lokalnego ekowojownika”. Autorce udało się połączyć wymagające zagadnienia ortograficzne z lekką, pełną humoru narracją. Jednocześnie tekst niósł ważne przesłanie. Kiedy bohater pochopnie oceniał innych, usłyszał od starszej mieszkanki słowa: „Czy na co dzień masz w zwyczaju obrażać i oceniać ludzi, których wcale a wcale nie znasz?” oraz „wpierw trzeba daną sprawę zbadać, by się móc o niej wypowiadać”.

Dorośli uczestnicy konkursu zmierzyli się z pełnym humoru tekstem opowiadającym o Joachimie z Zaczernia. Autor dyktanda przedstawia go jako „histeryka i chojraka, jakich w gminie mało”, który „udał się do urzędu, by tam swarzyć się zuchwale i śmiało”. W dalszej części opowieści bohater „wpadł niczym Kometa Halleya do mickiewiczowskiej epopei”, wywołując niemałe zamieszanie wśród pracowników urzędu. Szczególnie humorystyczny charakter miało zakończenie historii. Całą awanturę niespodziewanie zakończyło pojawienie się na ekranie telefonu jednego słowa – „Żona”. Jak czytamy w dyktandzie, Joachim „ni stąd, ni zowąd chyżo skoczył obunóż i znienacka krzyknął, że wróci niezadługo”, po czym błyskawicznie opuścił urząd.

Wszystkie teksty dyktand łączyły wysoki poziom trudności, bogactwo języka polskiego oraz liczne pułapki ortograficzne. Były one doskonałym sprawdzianem wiedzy, a jednocześnie ciekawą lekcją języka polskiego i okazją do wspólnej zabawy.

Podczas gali wręczenia nagród w Łukawcu uhonorowano laureatów poszczególnych kategorii.

Laureaci konkursu

Uczniowie klas V–VI

I miejsce – Weronika Mierzwa
Szkoła Podstawowa z Oddziałami Dwujęzycznymi im. bpa Wojciecha Tomaki w Trzebownisku

II miejsce – Piotr Pokrzywa
Szkoła Podstawowa w Nowej Wsi

III miejsce – Blanka Ataman
Zespół Szkół w Łące

Uczniowie klas VII–VIII

I miejsce – Filip Ostrowski
Zespół Szkół im. Armii Krajowej w Zaczerniu

II miejsce – Tomasz Gaweł
Zespół Szkół w Łukawcu

III miejsce – Marlena Kołcz
Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 2 w Stobiernej

Absolwenci

I miejsce – Amelia Pieczonka

II miejsce – Emil Balandyk

III miejsce – Izabela Bąk

Dorośli

I miejsce – Kinga Łagoda

II miejsce – Anna Słapińska-Pięciak

III miejsce – Paulina Balandyk

Serdecznie gratulujemy wszystkim uczestnikom, a szczególnie laureatom konkursu. Dziękujemy organizatorom, nauczycielom, członkom komisji konkursowej oraz wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie wydarzenia. Szczególne podziękowania kierujemy do autorek dyktand – Danuty Wit oraz Natalii Witek – za przygotowanie pomysłowych, wymagających i pełnych lokalnych odniesień tekstów, które pozwoliły uczestnikom sprawdzić swoją znajomość języka polskiego, a jednocześnie dostarczyły wielu pozytywnych emocji.

Mamy nadzieję, że I Gminny Konkurs Ortograficzny „O Pióro Wójta Gminy Trzebownisko” na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń edukacyjnych naszej gminy, promując kulturę języka polskiego, rozwijanie pasji oraz integrację mieszkańców wszystkich pokoleń.

Poniżej teksty dyktand – czy były łatwe, czy trudne? Niech każdy oceni sam 🙂

DYKTANDO DLA UCZNIÓW KLAS V I VI

W wiosenny, dżdżysty poranek trzynastoletni Trzebowniszczanin Krzysio wyszedł z domu wcześniej niż zwykle, aby pomóc dziadkowi przewieźć skrzynki z owocami i słoiki dżemu do lokalnego sklepu Livio. Na podwórzu stał srebrny Mercedes-Benz, obok którego półżartem, półserio rozmawiały Helena i Róża, młodsze kuzynki chłopca. Dziewczynki zastanawiały się, które zwierzęta nieprędko znajdą pożywienie w lesie, więc warto byłoby je dokarmiać i zasadzić dla nich warzywa w miniogródku babci, ale obawiały się, że będzie to dla nich arcytrudne. Dziadek, słysząc rozmowę dwunastoletnich wnuczek, uprzedził, że podczas sadzenia roślin należy zachować szczególną ostrożność, aby nie uszkodzić korzeni, a sadzonki trzeba podlewać regularnie, nie za dużo i nie za mało. Helena chciała zapisać cenne uwagi w notesiku, ale długopis, który otrzymała od pół-Francuzki poznanej w czasie ferii, okazał się niepiszący.

Starszy pan układał w bagażniku rzeżuchę, żółte gruszki i chabrowo-zielony koszyk z orzechami. Nieoczekiwanie spod ławki wyskoczył jeż, zza krzaków wyłonił się zając, a w powietrzu unosiły się pióra ptaków. Dziadek przypomniał, że wśród liści można natknąć się na żmiję lub jeżozwierza, więc należy zachować spokój. Tego dnia zapowiedział niespodziankę: cała rodzina pojedzie do Podkarpackiego Centrum Nauki „Łukasiewicz” w Jasionce. Czekały tam supernowoczesne wystawy, miniroboty oraz planetarium, w którym mogli podziwiać Kometę Halleya. Krzysio pomyślał, że gdyby został naukowcem, mógłby zgłębiać tajemnice kosmosu i technologii, niby trudne, ale fascynujące. Chłopiec postanowił, że opowie o wrażeniach z wycieczki swoim koleżkom ze Szkoły Podstawowej im. bpa Wojciecha Tomaki w Trzebownisku, którzy często dzielili się superciekawymi historiami.

Po powrocie do domu dzieci opowiadały rodzicom o przygodach minionego popołudnia, pełnego nieoczekiwanych zdarzeń, bo w gminie Trzebownisko każdy dzień może przynieść mnóstwo niezapomnianych wrażeń.

DYKTANDO DLA UCZNIÓW KLAS VII I VIII

Nadeszła długo oczekiwana wiosna. Na przednówku ptaki nienajgłośniej jeszcze śpiewały, a drzewa nienajpełniej rozwinęły swe liście, lecz on cieszył się ciepłem tego marcowego dnia. Zuchwały Grzegorz zainspirowany superatrakcyjnymi historiami opowiadanymi przez pradziadka Żegotę powziął w ostatnim czasie myśl, by odwiedzić pewnego lokalnego nibyartystę z Trzebowniska. Idąc raźnym krokiem, zadzierał wysoko głowę natchniony niczym demiurg. Raz za razem mijał żywe świadectwo zmieniających się czasów – biegnących z pracy Trzebowniszczan, modele starych Fordów i supernowoczesnych Tesli, stojących w korkach przed nowo zainstalowaną sygnalizacją świetlną, masę obcokrajowców – o, tuż obok niego na przykład hasał dziko w nienajstaranniej skrojonym płaszczu jakiś pół-Francuz! Skonsternowany zauważył także grupę rozentuzjazmowanych Jasiołczan, wracających z quasikonferencji naukowej zorganizowanej przez lokalnego ekowojownika.

– Cóż to znowu za jakieś hiperśmieszne dyrdymały? Założę się o całą pięćdziesięciogroszówkę, że za moment straż gminna przegoni tę rozhukaną hałastrę! – prychnął, nie zważając, że ktoś może go usłyszeć.

Akurat drogą przechodziła starsza, na oko osiemdziesięciokilkuletnia kobieta. Rozejrzała się w tę i we w tę kilka razy. Nie dostrzegłszy nikogo innego oprócz Grzegorza, podeszła żwawym krokiem do młodego chłopaka i jak nie huknie:

– Hola hola, cherlawy hultaju! Czy na co dzień masz w zwyczaju obrażać i oceniać ludzi, których wcale a wcale nie znasz?

Wpółżywy ze strachu Grzegorz zmieszał się okrutnie na te słowa. Twarz jego to bladła, to się czerwieniała, a z ust wydobywał się tylko cichy charkot.

– Abstrahując już od podstawowych zasad kultury, ty quasiintelektualisto, to czy cię w domu nie nauczono, że wpierw trzeba daną sprawę zbadać, by się móc o niej wypowiadać?!

I trzasnąwszy go boleśnie w ramię ponad trzyipółkilogramową reklamówką z zakupami z pobliskich Delikatesów Centrum, odeszła, stukając elegancko obcasikami skórzanych półbutów.

Grzegorz stał nadal jak wryty. Czy wszcząć postępowanie czy odpuścić sprawę i nie mieć już nigdy więcej do czynienia z tą podstarzałą sufrażystką? Myśli pędziły w jego głowie niczym Kometa Halleya po nieboskłonie. W końcu, zhańbiony i pokonany, postanowił wrócić do domu i zaszyć się pod kołdrą z poradnikiem savoir-vivre’u.

DYKTANDO DLA ABSOLWENTÓW I DOROSŁYCH

Bohaterem dyktanda naszego, hoże niebożęta,

Jest Joachim z Zaczernia, Podedworzanin. Wiem, rzecz to niepojęta!

Lecz półżartem, półserio o nim opowiemy,

Nienajpiękniejszą chimeryczną historię wyskrobiemy.

Zatem rzeczony Joachim, histeryk i chojrak jakich w gminie mało,

Udał się do urzędu, by tam swarzyć się zuchwale i śmiało.

Wpadł niczym Kometa Halleya do mickiewiczowskiej epopei,

Tyle że tu na próżno szukać niedźwiedzi w trzebowniskiej kniei….

„Chodzę wte i wewte, czas mitrężę i siły,

By tu paniusie bohomazy pisały i modną matchę piły?

Nicnierobienie w nienajlepszym was przedstawia świetle,

Dosyć quasipracy i nibywysiłku!” – krzyczał pieniacz wściekle.

Żeńska trzódka z urzędu zerknęła trwożliwie.

„Jak by tu to ohydztwo i hordę bez kultury przepłoszyć, lecz życzliwie?”

Biedzą się panie, a Joachim, łypnąwszy wzrokiem rozochoconego Bachusa,

Ściąga żorżetową furażerkę, już swój żabot rusza!

Znać po nim, że się szykuje do kolejnej watahy

Krzyków, sinoczerwony jak spod słońca blachy.

I swą chandrę wczesnowiosenną znowu pokazuje,

Jak z Alei Zasłużonych bohater szarżuje!

Wtem jakiś dźwięk wytrącił z równowagi gbura,

Melanż kolorów zastygł na twarzy jak Zakład Mięsny Chabura…

Na ekran smartwatcha zerknął mimochodem,

Wyraz jego twarzy się zmienił jakby wypił kożuch na zwarzonym mleku z miodem….

I ni stąd, ni zowąd chyżo skoczył obunóż i znienacka krzyknął,

że wróci niezadługo, na oniemiałe z wrażenia białogłowy dzikim okiem łypnął,

i już go nie było.

Pięćdziesięciokilkuletni świadek potwierdził, że wsiadł do swojego Hyundaia….

Jesteście pewnie ciekawi, cóż przepłoszyło hultaja?

Otóż nic ekstraordynaryjnego, moi Państwo mili.

 Nie żadne wojaże, ekstrapromocje w Biedronce w Jasionce,

Nie krzyki gżegżółki ornitologów kuszące

Skończyły tę hucpę i porażający harmider.

Tu wpłynął niczym „Dar Pomorza” na Bałtyk najwyższy kaliber.

„Żona” na wyświetlaczu się tej gadzinie pokazało,

A że historia tyranów i anarchii przykładów pokazuje niemało,

To i z historii się można nauczyć bardzo często,

Że każdy hegemon i krzykacz, choć publicznie świętuje zwycięstwo,

To w domu ugina się pod ciemiężcy ciężarem jak piegża rdzawolica….

Kobieta – niby anioł, a jaka szczwana diablica!

To koniec tej dykteryjki, Państwo moi mili.

Klnę się na róg nahura, że to prawda, coście usłyszeli.

Zaś autorowi tych wynurzeń nie miejcie za złe tej krotochwili,

Pisząc to na medal Mistrza Mowy Polskiej żeście zasłużyli.